POLNOC ZIMBABWE 2011
maj 26th, 2011Ngoma. Samo to slowo jest jak uderzenie bebna. The Royal drums. niezwykle cenne, pozostaja w ukryciu. Swiatlo dzienne widza bardzo rzadko, podczas plemiennych rytualow czy uroczystosci.
Ten najwiekszy jest tak ciezki, ze trzyma go dwoch mezczyzn, zeby ten trzeci mogl na nim grac.
Nasza wizyta jest dla nich takim wydarzeniem, specialna okazja – dowie sie o niej cala okolica.
Wita nas pochod mezczyzn grajacych na piszczalkach zrobionych z rogow antylop i kobiety klaszczace rytmicznie. Po jakims czasie cala wioska zbiera sie w cieniu ogromnego drzewa mango. Piszczalki, grzechotki, bebny – dzwieki mieszaja sie ze soba, tworzac afrykanski zgielk radosci. Wszyscy wiruja w tancu.
Po powitaniach sedziwy czarownik zaprasza nas na swoje wrozby. W zrozumieniu jego slow pomaga moj przyjaciel i tlumacz Vincent. Z wrozb wracamy zdumieni i zamysleni. Skad ten czlowiek wiedzial o nas tak duzo? Przeciez widzial nas pierwszy raz w zyciu. Wracamy troche odmienieni pamietajac slowa witch-doctora, – Nie wszystko w zyciu mozna wykalkulowac i obliczyc, trzeba baczniejsza uwage zwrocic na to, co jest poza tym.
Co mial na mysli, kazdy z nas odkrywa po swojemu.
Zdjęcia !
[+] więcej zdjęć Read the rest of this entry »


